Fani Dino Crisis od lat liczą na to, że Capcom w końcu zdecyduje się na pełnoprawny reboot kultowego survival horroru, najlepiej w stylu udanych remake’ów serii Resident Evil. Niestety, na razie miłośnikom strzelania do dinozaurów pozostaje zadowalać się jedynie nielicznymi „duchowymi spadkobiercami”. Jednym z nich jest Code Violet — tytuł dostępny wyłącznie na PlayStation 5 (przynajmniej na ten moment), w którym główna bohaterka walczy z prehistorycznymi bestiami i próbuje odkryć tajemnicę zarówno własnego pochodzenia, jak i obecności dinozaurów w odległej przyszłości.
Od razu warto zaznaczyć: Code Violet nie jest grą wybitną i raczej nie trafi na listy „ukrytych perełek”. Mimo to potrafi czymś zainteresować — i nie chodzi tu wyłącznie o atrakcyjną protagonistkę.
Treść
Łączenie pozornych przeciwieństw

Code Violet ma sporo wad, ale zacznijmy od pozytywów. Klimat i oprawa wizualna wypadają bardzo solidnie i wyraźnie nawiązują do klasycznych odsłon Resident Evil. Projekt lokacji umiejętnie łączy elementy, które na pierwszy rzut oka do siebie nie pasują. Fani komisariatów umieszczonych w dawnych muzeach bez trudu odnajdą się w mrocznych, metalowych korytarzach kompleksu badawczego, pełnych świeczników, ławek, obrazów i innych akcentów rodem z epoki wiktoriańskiej.
Nie zabrakło również sterylnych, śnieżnobiałych laboratoriów, ozdobionych metalowymi replikami starożytnych greckich rzeźb. Pod koniec gry zwyczajny dworzec kolejowy niespodziewanie zamienia się w przejście do jeszcze bardziej tajemniczej lokacji — gotyckiego zamku wypełnionego posągami.
Z czysto praktycznego punktu widzenia warto pochwalić kompaktowość map. Choć na planie piętra wyglądają na ogromne, w rzeczywistości ich przejście zajmuje około 30–40 minut. Gra nie zmusza też do ciągłego backtrackingu — kluczowe przedmioty potrzebne do otwierania drzwi i popychania fabuły naprzód są łatwe do odnalezienia, oczywiście pod warunkiem dokładnej eksploracji.
Eksploracja i nagrody
Zwiedzanie kompleksu badawczego oraz innych lokacji wynagradza gracza przydatnymi zasobami:
- apteczkami,
- amunicją,
- lokalną walutą, którą można przeznaczyć na ulepszanie broni.

W Code Violet obecne są także bezpieczne pokoje, choć zamiast klasycznej maszyny do pisania zastosowano… stary telefon. Uważni gracze mogą dodatkowo dezaktywować lasery blokujące dostęp do sekretnych przejść, za którymi kryją się nowe stroje dla bohaterki. W tych pomieszczeniach kamera przełącza się na statyczne, „kątowe” ujęcia, co jest wyraźnym ukłonem w stronę Dino Crisis oraz survival horrorów z przełomu lat 90. i 2000.
Kostiumy i personalizacja
Skoro już mowa o strojach — system personalizacji jest zaskakująco rozbudowany. Główna bohaterka może nosić różnorodne outfity, z których większość mocno akcentuje jej sylwetkę. Obcisłe kroje, głębokie dekolty, odsłonięte pośladki i wyraźna seksualizacja (łącznie z prowokacyjnym strojem sekretarki) są stałym elementem estetyki gry. Oczywiście nie zabrakło też kostiumu Reginy z Dino Crisis.

Wygląd postaci można dodatkowo modyfikować poprzez:
- wybór fryzury,
- kolor włosów,
- kolczyki, które oprócz walorów wizualnych oferują także konkretne bonusy do rozgrywki.
Atrakcyjna bohaterka przemierzająca pełne dinozaurów korytarze nie do końca pasuje do atmosfery samotnej eksploracji opuszczonego kompleksu, ale doskonale oddaje główne założenie Code Violet — to hołd dla akcyjnych horrorów lat 90. Sami twórcy otwarcie przyznawali, że nie stronią od seksualności, stąd duża liczba odważnych kostiumów.
Warto dodać, że indie-studio spotkało się z krytyką za decyzję o niewydawaniu gry na PC. Oficjalnym powodem miała być chęć uniknięcia wulgarnych modyfikacji, podobnych do tych, które masowo powstają do remake’ów Resident Evil.
Błędy, „mydło” i Unreal Engine

Fabuła Code Violet to miecz obosieczny. Z jednej strony twórcy przedstawili nietypowy, miejscami intrygujący świat odległej przyszłości. Główną bohaterką jest Violet Sinclair — młoda kobieta, która po ataku dinozaurów musi przetrwać w kompleksie naukowym i odkryć prawdę o własnym pochodzeniu. Ogólny zarys historii pozostaje czytelny i zrozumiały.
Sedno sprawy tkwi jednak w tym, że Violet jest jedną z wielu kobiet wykorzystanych jako swoiste „inkubatory” w ramach próby ocalenia ludzkości w XXV wieku. Ziemia została wówczas zniszczona, co zmusiło ludzi do desperackich prób odbudowy populacji. Problem w tym, że żadna z kobiet nigdy nie zobaczyła swoich dzieci, dlatego dość szybko — zarówno u gracza, jak i u samej bohaterki — zaczynają pojawiać się wątpliwości wobec oficjalnej wersji wydarzeń.
Sama historia potrafi zainteresować. Twórcy starają się sięgnąć po filozoficzne motywy i nawet bezpośrednio odwołują się do myśli Leonarda da Vinci. Niestety, ostatecznie wszystko rozbija się o brak scenariuszowej finezji i słabą reżyserię. Ambicje są wyczuwalne, ale ich realizacja pozostawia sporo do życzenia.

Niedopowiedziana opowieść i płaskie postacie
Chciałoby się wierzyć, że w przyszłości autorzy Code Violet wyciągną wnioski, spojrzą na rozwiązania z innych gier i podniosą poziom scenek fabularnych w ewentualnej kontynuacji. Już teraz widać, że obecna odsłona to dopiero początek historii Violet — jasno sugeruje to napis pojawiający się na czarnym ekranie po zakończeniu gry. Finał nie zamyka żadnych wątków, a jedynie zostawia bohaterkę w skrajnie niebezpiecznej sytuacji, celowo drażniąc gracza. Biorąc pod uwagę wysokie miejsca w rankingach sprzedaży, finansowa porażka raczej nie grozi Code Violet, co sprawia, że sequel wydaje się bardzo prawdopodobny.
W trakcie rozgrywki spotykamy kilku pobocznych bohaterów, jednak wszyscy pozostają boleśnie jednowymiarowi. Trudno się z nimi utożsamić czy im kibicować, a emocje Violet wobec otoczenia nie znajdują żadnego odzwierciedlenia — postaciom towarzyszącym zwyczajnie nie dano przestrzeni na rozwój. I raczej nie chodzi tu wyłącznie o krótki czas trwania gry. Retrospekcje pojawiają się zbyt rzadko, by sensownie zbudować relacje między bohaterami.
Sytuację pogarszają przerywniki filmowe, które często sprawiają negatywne wrażenie przez:
- nadmierne rozmycie obrazu,
- kontrowersyjną pracę kamery,
- nielogiczne sceny,
- gwałtowne cięcia montażowe,
- oraz wyraźnie budżetowe animacje.
Techniczne niedoróbki i tanie wrażenie
Poczucie „taniości” towarzyszy Code Violet niemal na każdym kroku. Wykorzystanie Unreal Engine wygląda bardzo podstawowo — to poziom wizualny dobrze znany z wielu niskobudżetowych projektów opartych na tym silniku. Zastosowany upscaling TSR oraz czarne pasy u góry i dołu ekranu sugerują, że twórcom nie udało się osiągnąć satysfakcjonującej optymalizacji. Obiekty potrafią zostawiać po sobie smugi, a obraz momentami wyraźnie migocze.
W sieci pojawiają się również zarzuty dotyczące korzystania z cudzych assetów — nie będziemy ich ani potwierdzać, ani dementować. Warto jednak zaznaczyć, że samo otoczenie i elementy dekoracyjne generalnie pasują do stylistyki gry. Znacznie gorzej wypadają dinozaury: ich animacje są sztywne, brakuje im detali, a same modele bardziej przypominają plastikowe figurki niż groźne prehistoryczne bestie.
Błędy, patche i wysoka cena
Bugi to niestety coś, z czym gracze Code Violet muszą się liczyć. Podczas naszego przejścia zdarzyło się, że po wczytaniu zapisu gry zniknął element rozszerzający ekwipunek. Z kolei przedmioty lecznicze najpierw nie działały, by po chwili stać się… nieskończone. Część z tych problemów naprawił pierwszy patch, jednak nawet po jego instalacji można natknąć się na nakładające się elementy interfejsu czy niemożność odczytania notatek.
Pozostaje mieć nadzieję, że kolejne aktualizacje wyeliminują większość błędów — bez nich końcowa ocena horroru byłaby z pewnością wyższa.
Jak to często bywa, Code Violet można próbować usprawiedliwiać bardzo małym zespołem deweloperskim — w praktyce to zaledwie czteroosobowa „rodzinna” ekipa (najpewniej wraz z domowym pupilem). W tym kontekście efekt końcowy faktycznie robi pewne wrażenie, mimo licznych niedociągnięć. Jest jednak jedna rzecz, której usprawiedliwić się nie da — cena wynosząca 50 dolarów.
Dokładnie tyle samo w dniu premiery, bez żadnych zniżek, kosztowały Clair Obscur: Expedition 33 oraz Mafia: The Old Country — gry, które bez problemu bronią swojej wartości. Code Violet niestety swojej pełnej ceny nie jest w stanie uzasadnić.
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło

Przejdźmy do elementu, z którym Code Violet radzi sobie faktycznie najlepiej — do rozgrywki. Gameplay jest maksymalnie bezpieczny i zbudowany według sprawdzonych schematów współczesnych survival horrorów, takich jak Resident Evil, Dead Space (2023), Silent Hill f, Alan Wake 2 czy Cronos: The New Dawn. Największy wpływ na przygody Violet wyraźnie miała jednak seria Resident Evil w swojej nowoczesnej odsłonie.
Przez 5–7 godzin rozgrywki gracz zajmuje się dobrze znanym zestawem aktywności:
- wytwarzaniem przedmiotów,
- ulepszaniem broni,
- rozwiązywaniem prostych, choć momentami pomysłowych zagadek środowiskowych.
Brakuje tu jedynie niepokonanego prześladowcy, jednak w przypadku Code Violet byłby to raczej zbędny dodatek. Poziomy są w większości dość liniowe, więc uciekanie przed niezniszczalnym wrogiem czy próby zgubienia go nie miałyby większego sensu z punktu widzenia projektu lokacji.
Dinozaury bez charakteru
Skoro nie ma nieśmiertelnego potwora, z kim właściwie walczymy? Niestety, bestiariusz Code Violet nie zachwyca różnorodnością. Poza lokalnym tyranozaurem i jednym bossem, przeciwnicy sprowadzają się do kilku typów:
- „standardowego” średniego dinozaura,
- jadowitego „plującego” wroga,
- małych, szybkich gadów,
- oraz jednej istoty poruszającej się w wodzie.
Być może istnieją drobne podtypy, ale ich zachowanie pozostaje identyczne — zbliżyć się do gracza i zaatakować.
Na początku, gdy amunicji jest niewiele, a jedyną bronią pozostaje pistolet, starcia z dinozaurami raczej się unika. Jednak już po krótkim czasie, nawet na wyższym poziomie trudności, można bez większego wysiłku przebiegać przez korytarze i eliminować przeciwników. Arsenał wyraźnie temu sprzyja — oprócz strzelby, karabinu i broni plazmowej do dyspozycji są również różne typy granatów, które świetnie radzą sobie z grupami gadów.
Mechaniki, które niewiele zmieniają
Ze względu na ogólną prostotę rozgrywki wiele dostępnych przedmiotów okazuje się niemal zbędnych. Apteczki w różnych wariantach są oczywiście zawsze przydatne. Jeśli jednak gracz straci czujność i zostanie trafiony jadowym atakiem, potrzebny będzie antidotum — trzeba je znaleźć i użyć w ciągu dziesięciu minut, inaczej Violet wróci do ostatniego punktu kontrolnego.
W grze obecna jest także mechanika krwawienia: przy niskim poziomie zdrowia wrogowie mają szansę ją wywołać kolejnym atakiem. W efekcie maksymalny zapas HP zostaje tymczasowo obniżony, ale można go przywrócić, korzystając na przykład z pakietu krwi.

Od czasu do czasu twórcy próbują urozmaicić znaną formułę. W grze pojawia się dynamiczny segment pościgu jeepem, połączony ze strzelaniem do ogromnego dinozaura. Jest też pełnoprawna walka z bossem, jednak okazuje się ona boleśnie prosta i przewidywalna — daleko jej do wieloetapowych starć z mutantami znanych z Resident Evil. Na szczęście, ze względu na bardzo krótki czas przejścia, Code Violet nie zdąża się znudzić.
Gdyby Code Violet ukazało się w epoce PlayStation 3, było pozbawione błędów i nieco lepiej dopracowane, być może dziś wspominano by je jako całkiem solidny horror, aspirujący do miana duchowego spadkobiercy Dino Crisis. Jednak w 2026 roku produkcja tej klasy po prostu nie jest warta 50 dolarów.
Werdykt
Code Violet to przyzwoita gra, której wyraźnie szkodzą liczne błędy techniczne oraz zawyżona cena. W idealnych warunkach mogłaby realnie zbliżyć się do statusu godnej duchowej następczyni Dino Crisis. Rzeczywistość jest jednak inna — zespół TeamKill Media dostarczył raczej niedrogi w formie, choć ambitny „ommaż” dla akcyjnych i horrorowych produkcji lat dziewięćdziesiątych.
Projekt może zainteresować graczy, którzy chcą spędzić wieczór na walce z dinozaurami i nacieszyć oczy efektowną Violet. Zakup ma jednak sens wyłącznie przy wyraźnej, dużej obniżce ceny.

